39 konkretnych sytuacji z pracy, które pokażą Ci, jak najpierw stanąć po swojej stronie, a dopiero potem zdecydować, co powiedzieć lub zrobić, nawet jeśli nadal obawiasz się cudzej reakcji.
Biorę odpowiedzialność za Twoje efekty. Jeśli w ciągu 30 dni stwierdzisz, że mój system u Ciebie nie działa, napisz do mnie, a zwrócę Ci całą kwotę bez zbędnych pytań.
Zanim uznasz, że „to pewnie kolejny poradnik o stawianiu granic”, daj mi kilka minut.
Być może dobrze znasz ten schemat.
W pracy jesteś ogarniętą, kompetentną kobietą, świetnie się znasz na swojej robocie, bierzesz za nią odpowiedzialność i na co dzień radzisz sobie z naprawdę różnymi sytuacjami.
A potem wystarczy, że ktoś czegoś od Ciebie chce, jest niezadowolony, krytykuje Cię albo stawia Cię w niewygodnej sytuacji i nagle to, czego Ty chcesz, schodzi na dalszy plan.
Mówisz „dobra”, choć w środku wszystko mówi Ci „nie”.
Bierzesz kolejną rzecz na siebie, bo nie chcesz nikogo zawieść.
Tłumaczysz się ze swojej decyzji, żeby tylko ktoś nie pomyślał o Tobie źle lub nie został z problemem.
Albo nic nie mówisz, a później pół dnia prowadzisz tę rozmowę… tylko że już sama ze sobą.
I właśnie o tym jest ten system. Nie o tym, żeby od dzisiaj wszystkim mówić „nie”. Tylko o tym, żeby zanim kolejny raz automatycznie zrobisz to, czego oczekują inni, zatrzymać się i zapytać siebie: „Co JA chcę z tym zrobić?”

Agata Bieniek
Wchodzisz do domu, zdejmujesz buty i teoretycznie masz wolne.
Teoretycznie, bo Twój mózg właśnie postanowił zrobić powtórkę z dnia.
Co dokładnie miał na myśli szef?
Dlaczego klient odezwał się takim tonem?
Czy trzeba było coś powiedzieć koleżance, która dała radę, o którą nikt nie prosił?
Ona prawdopodobnie już dawno zapomniała, co powiedziała. Ty właśnie analizujesz trzecią możliwą interpretację.
Tylko gdzieś po drodze nauczyłaś się, że dobrze jest nikomu nie zrobić problemu, nie zawieść, dać radę i jeszcze trochę wytrzymać.
I kończy się to tak, że wszyscy mają z Tobą całkiem wygodnie. Tylko Tobie przestaje być wygodnie ze sobą.
Znam ten świat od środka. Po 15 latach pracy w sprzedaży wiem, jak łatwo przyzwyczaić innych i siebie, że „Agata ogarnie”.
Dlatego nie zamierzam Ci mówić, żebyś po prostu się nie przejmowała.
To by była genialna rada. Szkoda tylko, że kompletnie bezużyteczna, kiedy właśnie się przejmujesz.
Chcę Ci pokazać coś bardziej praktycznego. Co możesz powiedzieć i zrobić w konkretnych sytuacjach, żeby po wszystkim nie mieć poczucia, że znowu zachowałaś się wbrew sobie.
I teraz robi się ciekawie, bo to, co przez lata uważałaś za swoją mocną stronę, dziś może być dokładnie tym, co najbardziej Cię kosztuje.
Ty bierzesz kolejne zadanie, zostajesz dłużej, ogarniasz po tych, co nie ogarniają i uśmiechasz się, żeby nikt nie poczuł się niekomfortowo. Więc z punktu widzenia innych wszystko działa. Można na Ciebie liczyć.
Twoja pracowitość, lojalność, empatia, odpowiedzialność. I ta potrzeba, żeby wszyscy wokół byli zadowoleni.
To cechy, za które prawdopodobnie nieraz Cię chwalono. „Jaka niezawodna, jaka pomocna, na niej zawsze można polegać”.
Nic dziwnego, że trudno zobaczyć w nich źródło problemu.
Jak coś, co przez całe życie świadczyło o tym, że jesteś „w porządku”, miałoby dzisiaj działać przeciwko Tobie?

A może, jeśli do tego dodamy potrzebę, by nie być dla kogoś problemem, by nie sprawić, by ktoś nie czuł się przy nas niekomfortowo.
Kiedy zawsze dajesz radę, ludzie przyzwyczajają się, że można na Ciebie liczyć.
Kiedy nie pokazujesz, że coś Ci nie odpowiada, mogą nawet nie wiedzieć, że właśnie przekroczyli Twoją granicę.
Kiedy kolejny raz mówisz „jasne”, chociaż w środku masz ochotę powiedzieć „nie”, dla drugiej strony to nadal jest… „jasne”.
I może się zdarzyć, że nie ma w tym nawet złej woli. Ludzie po prostu uczą się, na co przy Tobie mogą sobie pozwolić.
Nazywam się Agata Bieniek. Od 15 lat pracuję w sprzedaży, więc presję wyniku, oczekiwania klientów i sytuacje, w których trzeba „dowieźć”, znam bardzo dobrze.
I przez wiele lat byłam wręcz dumna z tego, że można na mnie liczyć. Byłam pomocna, odpowiedzialna, nie sprawiałam problemów. Jeśli coś trzeba było zrobić - robiłam.
Wierzyłam, że tak trzeba. Przecież tak zachowuje się dobry człowiek, dobra pracownica, ktoś odpowiedzialny i w porządku wobec innych.
Tylko że za tym wszystkim było coś, czego wtedy nie widziałam.
Bardzo zależało mi na tym, żeby inni byli ze mnie zadowoleni. Źle znosiłam myśl, że ktoś może mnie ocenić, skrytykować albo być przeze mnie niezadowolony.
Dlatego często łatwiej było mi wziąć coś na siebie, zgodzić się albo przemilczeć niż narazić się na czyjś dyskomfort.
Na zewnątrz: „niezawodna”. W środku: coraz bardziej zmęczona byciem tą niezawodną.
I w końcu zaczęłam szukać sposobu, żeby to zmienić.
I naprawdę poszłam szeroko: książki, kursy, mentoringi, hipnoterapia, afirmacje, konsultacje z trenerami rozwoju osobistego.
Z czasem trafiłam również na świat manifestacji, pracy z mindsetem, rytuałów i innych metod rozwoju duchowego.
I żeby była jasność, z wielu z tych metod coś dla siebie wzięłam. Niektóre pozwoliły mi lepiej siebie zrozumieć, inne pokazały nową perspektywę.
Ale z czasem zobaczyłam w tym również sporą pułapkę.
Ja naprawdę brałam te wszystkie zalecenia na poważnie.
Afirmowałam, wizualizowałam, medytowałam. Próbowałam żyć tak, jak osoba, którą chciałam się stać.
Trochę głupio mi się przyznać, ale... sięgnęłam nawet po magiczne rytuały. Tak, wiem, jak to brzmi, ale naprawdę byłam już na etapie, na którym chciałam spróbować wszystkiego.
Tylko że w pewnym momencie zaczęłam się w tym wszystkim gubić.
Z jednej strony miałam skupiać się na tym, kim chcę być, co chcę mieć i jak chcę się czuć. Z drugiej robić to wszystko mimochodem, z pełnym przekonaniem, jakby to już było dla mnie czymś zupełnie normalnym.
Tylko skąd miałam wiedzieć, jak myśli, czuje się i zachowuje osoba, którą jeszcze nigdy nie byłam?
Coraz częściej miałam wrażenie, że moje afirmacje brzmiały jak kiepski żart. Mówiłam sobie, jaka jestem pewna siebie, wartościowa i czego to ja nie mogę, a w środku kompletnie w to nie wierzyłam.
I zamiast czuć się ze sobą coraz lepiej, czułam się jak totalne dno, które nawet własnej głowy nie potrafi sobie odpowiednio poustawiać.
Bo skoro innym to działa, a mnie nie, to widocznie znowu coś robię źle.
Doszłam do momentu, w którym miałam wrażenie, że łatwiej byłoby mi zrobić sześciopak na brzuchu niż coś skutecznie zamanifestować.
Przynajmniej przy sześciopaku mniej więcej wiadomo, co robić i po czym poznać, czy działa.
A tutaj coraz częściej zamiast większej pewności siebie dostawałam kolejny powód, żeby mieć do siebie pretensje.
Pewnego wieczoru robiłam jeden z rytuałów. Na kartce wypisałam wszystko, co chciałam wreszcie od siebie odciąć: lęk przed oceną, potrzebę zadowalania innych, ten wieczny przymus bycia „tą idealną”.
Zgodnie z instrukcją podpaliłam kartkę.
Patrzyłam, jak ogień trawi moje lęki, a chwilę później prawie doprowadziłam do pożaru w kuchni.
Kiedy opadł dym, kartki nie było. Problem jednak pozostał.
I chyba właśnie to doświadczenie najlepiej pokazuje, czego przez długi czas nie rozumiałam.
Mogłam bardzo dużo wiedzieć o sobie. Mogłam pracować nad przekonaniami, powtarzać afirmacje i próbować zmieniać sposób myślenia.
A potem przychodziła zwykła sytuacja w pracy. Ktoś czegoś ode mnie chciał, ktoś był niezadowolony, ktoś mnie oceniał.
I zanim zdążyłam przypomnieć sobie wszystko, czego nauczyłam się o stawianiu siebie na pierwszym miejscu, z moich ust znowu wychodziło:
„Jasne, zrobię”.
Po tych wszystkich książkach, kursach, mentoringach i próbach zmieniania siebie zrozumiałam, że nie potrzebuję kolejnych instrukcji, jak mam myśleć, czuć się i jaka powinnam być.
Potrzebowałam czegoś dużo bardziej przyziemnego. Czegoś, na co naprawdę mam wpływ.
I co ciekawe, nie usłyszałam tego na żadnym mentoringu ani kursie.
Trafiłam na to zupełnie przypadkiem.
Oglądałam na YouTube film, który dotyczył czegoś zupełnie innego, kiedy nagle połączyły mi się kropki.
Zrozumiałam, że zamiast próbować zmusić się do tego, żeby inaczej myśleć, czuć i wierzyć, mogę zacząć od czegoś znacznie bardziej oczywistego: świadomie zrobić coś inaczej w konkretnej sytuacji.
Nauczyć się zauważać ten krótki moment między tym, co się wydarza, a moją automatyczną reakcją.
I zamiast od razu robić to, czego się ode mnie oczekuje, zadać sobie pytanie: „Co JA chcę teraz z tym zrobić?”
I wtedy dotarło do mnie coś jeszcze. Nie muszę najpierw przestać się bać, przejmować czy czuć dyskomfortu, żeby zacząć reagować inaczej. Mogę czuć to wszystko i mimo tego świadomie wybrać, co chcę zrobić.
To było coś konkretnego. Coś, co mogłam rzeczywiście zrobić i na co miałam wpływ.
I pamiętam, że pomyślałam wtedy: serio? To jest aż tak oczywiste? I dlaczego przez te wszystkie lata nikt mi tego nie powiedział?
Ten moment, kiedy ktoś naciska, krytykuje albo robi niezadowoloną minę, a mój stary automat już szykuje odpowiedź:
„Dobra, zrobię”.
„Nie ma problemu”.
Tyle że rada „po prostu zareaguj inaczej” jest mniej więcej tak pomocna jak „nie stresuj się”.
Coraz częściej "łapałam siebie" chwilę wcześniej.
Zanim powiedziałam „jasne”, zanim zaczęłam się tłumaczyć, zanim cudze niezadowolenie stało się moim problemem.
I zamiast reagować z automatu, zaczęłam dawać sobie wybór. Czasem mówiłam „nie”. Czasem mówiłam wprost, co mi nie odpowiada. A czasem nadal mówiłam „tak”, ale dlatego, że sama tak zdecydowałam, a nie dlatego, że bałam się kogoś zawieść.
I wtedy pojawił się efekt uboczny, którego kompletnie się nie spodziewałam.
Wcześniej bardzo się bałam, że kiedy zacznę odmawiać, mówić wprost, co mi nie odpowiada, ludzie pomyślą sobie o mnie coś złego, że zawiodę ich oczekiwania albo sprawię, że poczują się niekomfortowo.
Tymczasem najczęściej po prostu przyjmowali moje granice do wiadomości.
Kiedy mówiłam „nie”, świat się jednak nie kończył. Kiedy nie brałam kolejnej rzeczy na siebie, znajdowało się inne rozwiązanie.
Oczywiście nadal zdarzały się osoby roszczeniowe, nieuprzejme czy zwyczajnie trudne.
Mogłam poczuć dyskomfort i jednocześnie wiedzieć, że nie muszę zmieniać swojej decyzji tylko po to, żeby ktoś inny poczuł się lepiej.
A z czasem zauważyłam coś jeszcze.
Kiedy ja zaczęłam poważniej traktować własne granice, inni również zaczęli traktować je poważniej.
Zaczęłam pokazywać ludziom, jak można mnie traktować i na co już się nie zgadzam.
Chciałam przełożyć to, czego sama nauczyłam się przez lata, na coś, co można wykorzystać od razu w zwykłym dniu pracy.
Nie znajdziesz w nim ogólnych porad o stawianiu granic czy asertywności.
Zebrałam tam 39 konkretnych sytuacji z pracy, które pewnie doskonale znasz, od publicznej krytyki, przez „wrzutki” przed wyjściem, aż po podważanie Twoich kompetencji.
Każda sytuacja jest na osobnej stronie, więc możesz zrobić screena i mieć gotową „ściągę” przy sobie w telefonie.
Nie chodzi o to, żebyś uczyła się tych odpowiedzi na pamięć, tylko o to, żeby między tym, co się wydarzyło, a Twoją reakcją pojawiło się wreszcie miejsce na wybór. Na to jedno pytanie: „Co JA chcę teraz z tym zrobić?”
Zobaczysz 39 różnych sytuacji z pracy. Tyle że pod nimi często kryją się bardzo podobne emocje i reakcje: lęk przed oceną, poczucie winy, złość na siebie, potrzeba bycia w porządku wobec wszystkich czy strach przed tym, co się stanie, kiedy wreszcie powiesz to, co naprawdę myślisz. Zobacz, ile z nich znasz u siebie:
I to nadal tylko część z 39 sytuacji.
W każdej z nich najpierw pomagam Ci zobaczyć, co właściwie się z Tobą dzieje, a potem dostajesz konkret: co możesz powiedzieć do siebie i co możesz powiedzieć innym.
Żebyś coraz częściej miała wybór, zamiast kolejny raz robić coś wbrew sobie.




Sam system daje Ci konkretne wsparcie w 39 trudnych sytuacjach z pracy. Ale zależało mi na tym, żeby pomóc Ci również z tym, co dzieje się później — kiedy sytuacja już minęła, a napięcie, wkurzenie albo gonitwa myśli wcale nie.
Dlatego dołożyłam 4 dodatkowe materiały. Każdy rozwiązuje trochę inny problem, który może pojawić się przed trudną sytuacją, w jej trakcie albo już po niej.

Czytanie wymaga skupienia. A po całym dniu pracy nie zawsze masz jeszcze ochotę otwierać e-book i koncentrować się na kolejnych stronach.
Dlatego dostajesz również pełną wersję audio „Nie jesteś słupkiem w Excelu!”.
Możesz włączyć ją w samochodzie, na spacerze, podczas ogarniania domu albo wtedy, kiedy po prostu łatwiej Ci słuchać niż czytać. Możesz też wracać do wybranych sytuacji tyle razy, ile potrzebujesz, nawet w tle.
Dzięki temu nie musisz czekać na ten mityczny moment, kiedy wreszcie będziesz miała czas, spokój i pełne skupienie, żeby skorzystać z materiału.
Uwaga: Ten audiobook został przygotowany wyłącznie jako uzupełnienie systemu i nie jest dostępny w regularnej sprzedaży.

Czasem wystarczy jedna rozmowa, komentarz albo sytuacja z rana. Po jakimś czasie nawet nie pamiętasz dokładnie, od czego się zaczęło, ale napięcie zostało.
I wtedy przychodzi kolejny mail, ktoś czegoś chce, coś nie idzie zgodnie z planem. Każda następna rzecz dokłada swoje i zanim się obejrzysz, jesteś już porządnie nakręcona.
Właśnie na taki moment stworzyłam „7 minut izolacji”.
To krótkie audio na przyjemnym, lekko rytmicznym podkładzie, które możesz włączyć w ciągu dnia, żeby na chwilę odciąć się od kolejnych bodźców, zauważyć, co się z Tobą dzieje, i przestać zasilać to, co już zdążyło Cię wyprowadzić z równowagi.
Możesz słuchać go nawet przy biurku ze słuchawkami na uszach albo zaszyć się na kilka minut w samochodzie na parkingu. Nie musisz znikać na pół dnia, chodzi o to, żeby na chwilę odizolować się od epicentrum chaosu, zanim kolejna rzecz dołoży swoje.
Nie musisz analizować, kto zaczął, co dokładnie powiedział i dlaczego tak Cię to ruszyło. Przez te kilka minut możesz na chwilę odciąć się od kolejnych bodźców, złapać trochę dystansu i nie dokładać następnych rzeczy do tego, co już Cię wyprowadziło z równowagi.
Bo to, że potrafisz działać, rozwiązywać i dowozić, nie znaczy, że zawsze musisz.
Jeśli czujesz, że nie masz nawet 7 minut na przerwę, to znak, że potrzebujesz tego narzędzia bardziej niż ktokolwiek inny.

Jedna myśl, potem druga. Za chwilę dochodzi trzecia i nawet nie wiesz, kiedy zaczynasz analizować, przewidywać i martwić się czymś, co jeszcze nawet się nie wydarzyło.
A powiedzenie sobie „przestań o tym myśleć” zazwyczaj działa mniej więcej tak, jak można się spodziewać.
Dlatego przygotowałam dla Ciebie zestaw prostych technik na momenty, w których głowa zaczyna się nakręcać. Takich, które możesz zastosować od razu, żeby przekierować uwagę i nie dokładać kolejnych pięter do historii, którą właśnie tworzy Twój umysł.
Ale jest tam jeszcze coś, co jest dla mnie dużo bardziej osobiste.
Nagrałam dla Ciebie wideo, w którym opowiadam, jak ja sama radzę sobie z natrętnymi myślami i lękiem.
Bo tak, ja też potrafię się nakręcić., tworzyć czarne scenariusze, próbować kontrolować rzeczy, na które kompletnie nie mam wpływu.
Przez lata wypracowałam swój sposób reagowania, kiedy zauważam, że jedna myśl zaczyna nakręcać kolejne. W nagraniu pokażę Ci dokładnie, jak to robię i co zmieniłam w swoim myśleniu, żeby łatwiej odpuszczać rzeczy, których i tak nie jestem w stanie kontrolować.
Nie obiecuję Ci, że po tym nagraniu żadna natrętna myśl już nigdy się nie pojawi. U mnie też się pojawiają. Różnica polega na tym, że dziś wiem, co z nimi zrobić, żeby nie oddawać im więcej miejsca, niż na to zasługują.
To zestaw startowy, który udostępniam tylko teraz. Być może wkrótce zdecyduję się wycofać te dodatki i wprowadzić je do oddzielnej sprzedaży w ich pełnej cenie.

Nie każda toksyczna zagrywka wygląda jak otwarty konflikt. Czasem to „niewinny” żart, umniejszający komentarz albo sytuacja, po której zastanawiasz się: „Czy ja przypadkiem nie przesadzam?”
W tym przewodniku dostajesz:
Ten materiał nie był planowany. Powstał później, kiedy pod moimi rolkami zaczęły pojawiać się kolejne komentarze kobiet pytających, jak radzić sobie z toksycznymi ludźmi w pracy.
Zanim podam Ci cenę, zobacz jeszcze raz, co dokładnie dostajesz.
Same bonusy, które dostajesz w pakiecie, mają łączną wartość 378 zł.
Do tego otrzymujesz główny system „Nie jesteś słupkiem w Excelu!” o wartości 289 zł.
Ta cena ma bardzo konkretny powód.
47 zł to celowo niska cena na start, ponieważ zależy mi, żeby ten system był prostym pierwszym krokiem dla kobiety, która dopiero zaczyna zauważać, jak często w pracy działa pod presją, dostosowuje się do innych albo robi coś swoim kosztem.
I tak, mam w tym również swój biznesowy interes.
Chcę, żebyś zaczęła właśnie tutaj. Sprawdziła mój sposób pracy na własnych sytuacjach i zobaczyła, czy to, co tworzę, rzeczywiście Ci pomaga.
Jeśli tak będzie, być może kiedyś będziesz chciała zrobić ze mną kolejny krok. I na tym właśnie mi zależy.
Dlatego na ten moment możesz dostać cały pakiet o wartości 667 zł za 47 zł.
Możliwe, że w kolejnych etapach cena wzrośnie.
Możesz oczywiście dalej szukać odpowiedzi sama. W internecie nie brakuje darmowych materiałów. Są podcasty, artykuły, filmy, książki i pojedyncze wskazówki.
I wiele z nich może być naprawdę wartościowych.
Tylko że najczęściej dostajesz je po kawałku. Jedna osoba mówi o granicach, druga o asertywności, trzecia o emocjach, a Ty nadal musisz sama połączyć te wszystkie kropki i przełożyć je na moment, kiedy szef właśnie na Ciebie naciska, ktoś podważa Twoje kompetencje albo z Twoich ust znowu chce wyjść automatyczne „jasne, zrobię”.
Tutaj nie musisz tego składać sama.
Masz jeden uporządkowany system i 39 konkretnych sytuacji z pracy, do których możesz wrócić dokładnie wtedy, kiedy ich potrzebujesz.

Mogę zachwalać mój system i bonusy, ale dopiero kiedy zajrzysz do środka i sprawdzisz je w swoich prawdziwych sytuacjach w pracy, będziesz wiedziała, czy rzeczywiście dają Ci to, po co tutaj przyszłaś.
Dlatego daję Ci 30 dni na spokojne przetestowanie całego pakietu.
Zajrzyj do 39 sytuacji, posłuchaj audio, przejrzyj bonusy i przede wszystkim sprawdź system w swoich prawdziwych sytuacjach w pracy.
Jeśli w ciągu 30 dni uznasz, że ten system Ci nie pomaga, po prostu do mnie napisz. Zwrócę Ci całą kwotę bez zbędnych pytań.
Bo jeśli nie da Ci tego, po co tutaj przyszłaś, nie chcę Twoich pieniędzy.
Kupujesz bez ryzyka. Masz 30 dni na spokojne sprawdzenie systemu i możliwość zwrotu całej kwoty.

Ktoś znowu dorzuci Ci coś „na szybko”. Padnie komentarz, który Cię zaboli, albo zgodzisz się na coś, na co wcale nie masz przestrzeni.
I właśnie wtedy chcę, żebyś wiedziała, co możesz zrobić.
Żebyś mogła otworzyć jedną z 39 sytuacji, znaleźć tę najbardziej podobną do Twojej i sprawdzić, co powiedzieć sobie, co odpowiedzieć drugiej osobie i jak zatrzymać reakcję, która do tej pory odpalała się automatycznie.
Żeby przy następnej takiej sytuacji nie zaczynać znowu od zera.
„Nie jesteś słupkiem w Excelu!” + wszystkie bonusy dostajesz od razu za 47 zł.
Kupujesz bez ryzyka. Masz 30 dni na spokojne sprawdzenie systemu i możliwość zwrotu całej kwoty.